Love is the light scaring darkness away. >> sobota, 28 stycznia 2012 02:04:55
Szczęście. Nieosiągalny absolut, za którym nieustannie gonimy, poszukujemy w skrawkach naszego życia, tęsknimy za czymś czego ciągle nam brakuje, śnimy, marzymy na jawie, ciągle odkrywamy na nowo..
Marzenia stają się czasem śmiertelnie niebezpiecznie, doprawadzają ludzi do skraju rozpaczy za tym czego nie mają i nigdy nie będą mieć. Rodzimy się z tym dążeniem i umieramy i w sumie w tym też jest jakieś piękno, jakaś pasja, jakaś życiowa namiętność. Ale jak dlugo? Odnosze wrażenie jakby nasze pierwsze kroki na tym świecie wiązaly się z jakąś wielką stratą, czymś co caly czas próbujemy odzyskać i lękiem, który próbujemy oswoić. Szukamy czegoś w świecie wogól nas, w naszych odczuciach, życiowych doświadczeniach, w tym co nas spotyka. Ale im dlużej tu jesteśmy tym bardziej się przyzwyczajamy, odnajdujemy swoje wlasne miejsca, rozpoznajmy ludzi wokól nas, nazywamy po imieniu to co nas spotyka. Nagle się okazuje, że język, którym mówi świat wcale nie jest taki trudny, a to czego szukamy jest zawsze gdzieś obok nas, zawsze i wszędzie, tylko wcześniej nie czuliśmy, nie potrafiliśmy tego dostrzeć. A przecież to zawsze gdzieś istnieje, czegokolwiek byśmy nie robili, z kimkolwiek byśmy nie przebywali, wszędzie tak naprawde jesteśmy wstanie odnaleść swoje miejsce.
Ja przyjamniej czuję się coraz pewniej tu gdzie jestem, już nie uciekam, nie rozpaczam za czymś czego nie mam, jestem w stanie z każdym czlowiekiem znaleść wspólny język, coraz mniej rzeczy mnie przeraża, a coraz więcej potrafię zmienić, dostosować się, zrozumieć. To w gruncie rzeczy cudowne uczucie. Czuć się szczęśliwym z samym sobą, z tym gdzie się jest i co się robi, do czego się dąży. Coraz mniej rzeczy staję się dla mnie niemożliwych. To bylo by piękne gdyby wszyscy ludzie czuli taką wolność i brak zobowiązań jak ja w tym momencie. Bo tylko czlowiek, czlowiekowi jest do szczęścia potrzebny. I naprawdę nic więcej.
Właściwie spojrzenie. >> czwartek, 24 listopada 2011 17:35:41 Być może wkrótce, pod koniec życia, zapytają nas, co uczyniliśmy, by uśmierzyć nędzę naszego czasu, i okaże się, że niewiele potrafiliśmy zrobić; być może zapytają nas, co pojęliśmy z jego wiodących idei, i ile z jego blędów obaliliśmy, i będziemy musieli powiedzieć, że pozostaliśmy w tyle za rozwojem o cale pokolenia, chwiejni w naszym myśleniu i bezradni wobec pytań, które nam postawiono; jeśli jednak zapytają nas, po co wogóle byliśmy na świecie, to ja mam nadzieję, będziemy mogli odpowiedzieć: Staraliśmy sie widzieć świat oczami milości.
Być może zadaniem człowieka na ziemi jest przebijać się cierpliwie przez wszystkie niezrozumiałe sprawy i nigdy nie zwątpić. W taki sposób każdy osiągnie stopień dojrzałości odpowiadający jego siłom i zdolnościom, a osiągnięta dojrzałość jest rezultatem życia każdego człowieka. Jeden zachodzi daleko, drugi nie, ale istotą rzeczy jest to, czy każdy zrobił w tym względzie wszystko, co było w jego mocy.
Jest bardzo wiele rzeczy, których nie potrafię zrozumieć. Moje dziwne przeświadczenie, że potrafię nad wszystkim zapanować, wszystko rozważyć, a wybory jakich dokonuję są jedyne i słuszne zaczyna coraz bardziej podupadać. Nie mam kontroli nad swoim życiem, a nawet drobiazgowe analizowanie wszystkiego co mnie spotyka wprawia mnie w zdumienie, jak wiele jeszcze nie wiem, jak wiele musze się nauczyć, jak żałosne wydają się być moje próby zmieniania świata wokół mnie. Jedyne co mam to wiarę w to, że będzie lepiej, że świat jest tak piękny i złożony, a zgłębianie wszystkich jego tajemnic jest tak cudownym doświadczeniem, że wszystko inne nie ma tak naprawdę znaczenia. Czy moje poczucie odpowiedzialności, naprawdę ma jakiś wpływ na to co robię ? Czy pomaga mi unikać błędów i pułapek ?
Czemu tak naprawdę możemy zaufać ? Samym sobie ? Czy wrażliwość naprawdę pomaga nam widzieć i dostrzegać więcej, czy jest coś poza nami co kieruje naszym życiem, podsuwa nam furtki, daje szansę i możliwości zrobienia czegoś dobrego, zbudowania czegoś co jest trwale i solidne i naprawdę ma sens?
Chciałabym wierzyć w to, że istnieje coś co koryguje nasze błędy i ponosi pełną odpowiedzialność za to co robimy, bo świat jest zbyt piękny i doskonały by było w nim miejsce na przypadki.
od słowa do słowa. >> wtorek, 31 maja 2011 13:56:34
Wg językowznawców normy etyczne obowiązujące odbiorcę to :
skupienie i uwaga, wlaściwa miara wysilku interpretacyjnego, brak uprzedzeń wobec nadawcy i jego komunikatu, zaufanie, dobra wola, zalożenie dotyczące spójności i sensowności komunikatu..
Szacunek do drugiego czlowieka można okazywać na wiele sposóbów, a jednak tym co sprawia nam najwięcej trudności jest umiejętność sluchania, próba zrozumienia, wczucia się w drugą osobę. W porządku świata, w którym na pierwszym miejscu stawiamy wlasną wygodę, wlasne aspiracje i dążenia, czas jaki poświęcamy drugiej osobie zmniejsza się diametralnie. Relacje oparte na wzajemnych korzyściach sprawiają, że wszystko co nas samych nie ubogaca, nie czyni piękniejszymi, bystrzejszymi, nie dodaje spontanizmu bądź pewności siebie nie stanowi dla nas potencjalnie żadnej wartości. Świat pelen możliwości, obietnic i wyzwań stawia nas w ciąglym centrum zainteresowania, nieustanna rywalizacja o względy, sympatie i antypatie czyni nas niewolnikami samych siebie, swoich potrzeb, lęków i zawyżonych wyobrażeń. Czy kiedokolwiek pomyśleliśmy o tym by zapomnieć o sobie samych, o swojej przyszlości i pozycji w świecie ? Czy potrafiliśmy opuścić wzrok, rozejrzeć się wokól nas, spojrzeć czy gdzieś pod stopami, poniżej poziomu naszych aspiracji nie znajduje sie coś bądź ktoś kto potrzebuje chwili naszej uwagi, zainteresowania ? Czy nieustanny dobrobyt, szczęście i potencjalne poczucie spelnienia nie zaciera nam oczu ? Czy gdzieś glęboko w nas, na samym dnie duszy, nie czujemy się przerażająco nieszczęśliwi i samotni ? Czy fakt, że ani razu nie potrafiliśmy bezinteresownie wyciągnąć ręki do nieznajomego, wysluchać go z autentycznym przejęciem i powiedzieć parę szczerych slów nie sprowadza nas na skraj duchowego ubóstwa ? Mam wrażenie, że to jakich dokonujemy wyborów, to co uznajemy za wartościowe, to czemu poświęcamy najwięcej uwagi ma bezpośredni wplyw na nasze życie. To staje się naszym drogowskazem i pomaga nam iść przez życie w zależności od tego ile serca wlożymy i jak wiele dobrej woli okażemy innym ludziom. Trwale, solidne fundamenty oparte na prawdziwych relacjach, wielu wyrzeczeniach i konsekwentnych idealach. Tylko tyle i aż tyle.
w poszukiwaniu inspiracji. >> piątek, 22 kwietnia 2011 11:39:57
Kiedy Muza uslyszal, że kanonik spalil kronikę, wystapil wobec przyjaciela z lagodnymi wyrzutami. Tlumaczyl mu, że historia świata, naszkicowana przez niego, to pamięć ludzkości. Wielcy starożytni czcili boginię dziejopisarstwa, żydzi, chrześcijanie, muzulmanie uważają slusznie, że Bóg znajduje w dziele kronikarza upodobanie. - Dzielo moje nie spodobaloby się Bogu - odparl gniewnie kanonik. - Pozbawiony jestem daru dostrzegania w wydarzeniach palca bożego. Nie rozumialem wypadków, wszystko co napisalem, bylo niesluszne. Nie wolno mi bylo kontynuować swego dziela, nie mialem go prawa pozostawić. Sam ślepy, nie mialem prawa prowadzić na manowce ślepców. Tobie latwo, mój Muzo - ciągnal smętnie i gorzko. - Masz swoje wytyczne, jeszcześ sobie nie uświadomil, że są falszywe, więc możesz spokojnie pisać dalej. Muza próbowal go pocieszyć: - I ty znajdziesz nowe zasady, mój bardzo drogi i szanowny przyjacielu, które Ci się na przeciąg kilku lat wydadzą sluszne.
Masz wrażenie, że coraz mniej wiem, że wszystko co przeczuwam jest jakby gdzieś za mglą, coraz mniej pewników, coraz mniej wiary, tylko to nieustanne przeczucie by caly czas iść dalej, przed siebie, gdzieś w nieznane. Wszystkie moje marzenia, o ile takie wogóle istnieją, chowam skrzętnie gdzieś w bezpiecznym miejscu, przeczekując na lepsze czasy, kiedy to będę miala pewność, że warto, że można, że trzeba. Swoje dawne poczucie ufności i ryzyka zamieniam na mozolną i wytrwalą prace u podstaw. Może kiedyś jeszcze będzie czas na kolejną rewolucję. Może tym razem się uda.
o sensie zdarzeń. >> sobota, 11 grudnia 2010 19:56:12
Tylko wtedy, gdy mamy odwagę stawić czoło prawdziwej rzeczywistości, nie oszukując się i nie tworząc iluzji, ze zdarzeń wyłoni się światło, przy którym należy okryć drogę do powodzenia.
Czemu prawda była dla mnie zawsze taka piękna ? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że prawdziwa rzeczywistość wydawała mi się tym obiecanych rajem, może dlatego, że tak bardzo wierzyłam w ludzi i w świat, w to, że wszystko idzie tak naprawdę zawsze we właściwą stronę, tylko to my musimy odnaleźć swoją drogę, która zawsze gdzieś tam na nas czeka. Może tworzenie iluzji wydawało mi się bezsensowne, bo przecież wszystko to co nosimy w swojej wyobraźni naprawdę istnieje jeśli tylko będziemy usilnie szukać i przyglądać się światu z tej właściwej strony. Nie wyidealizowanej, sztucznej, ale prawdziwej, sięgającej do sedna rzeczy. Ponoć alchemia była pierwszą próbą ludzkości zmierzenia się z sobą samym, ze swoją własną duchowością, pierwszą próbą wcielenia w życie to co duchowe, eteryczne, nieuchwytne. Ludzie już wtedy zaczynali odkrywać, że nasza wiara ma wpływ na postrzegany przez nas świat. Pierwsza świadomość iluzoryczności musiała zrodzić się z jakiegoś wielkiego sceptycyzmu, z rozłamu jaki nastąpił między naszą duszą, a światem. Między tym co przeczuwamy, a tym co widzimy. Świat stał się pełen szarości i niepodważalnych ogólników, które raz na zawsze odmieniły nasze postrzeganie rzeczywistości. Wszystko co piękne, marzycielskie, utopijne zepchnęliśmy w granice iluzji, którą nam stwarza nasz własny umysł. To co czujemy, myślimy, odczuwamy przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, ważne stało się to co zostało nam dane, przedstawione i udowodnione. Cale tomy dowodów na temat wyglądu, kształtu i właściwości wszechświata. Nic, absolutnie nic na temat sensu, przeznaczenia i celu. Świat stal się zimny tak jak zimne stały się nasze serca. Serca, które przestając wierzyć, tak naprawdę przestały już… stwarzać.
Krok naprzód. >> czwartek, 16 września 2010 12:05:00
Wszystko zaczyna się od zgody na świat. Kiedy wyrażam tę zgodę, kiedy stosuję wobec najrozmaitszych objawów, fenomenów, rzeczy na mnie napierających, ludzi mnie otaczających, spraw mnie obchodzących odruch bądź zasadę dobrej woli, wówczas wyrażam zgodę na świat. Nie dlatego ją wyrażam, że jest on rozumny, nie dlatego, że przeniknąłem wielką grę historii i znam jej zakończenie. Jak łatwo bowiem wygrać jeżeli się zna z góry rozkład kart, jeżeli się oswoiło sowę Minerwy. Romantyk nie jest więc heglistą, mimo że historia jest dla niego ważnym źródłem kryteriów poznawczych. Nie dlatego też wyrażam zgodę na świat, że jestem czuły, sentymentalny, dobry czy może poczciwy. Nie jest to bowiem zgoda na łezkę wzruszenia, na igłę zazdrości. Jest to zgoda na ciało i duszę, na widoki i na uczucia, na mrok, na nędzę, na strach. Zgoda wyrażająca się w jednym stwierdzeniu: to wszystko jest. I w jednym domniemaniu: za tym wszystkim jest coś więcej, co jest prawdziwsze, bo po prostu bliższe Prawdy. Bo dzięki dobrej woli i niezbędnej pracy można za pośrednictwem tych wszystkich dzieł stworzenia (ludzkiego i Boskiego) dotrzeć do prawdziwszego świata - świata duchowego. I dobrze wiem, że z trudem i z rzadka tylko mi się tu udaje, że udaje mi się to lepiej lub gorzej, że przebywam w nim dłużej lub krócej. Ale jednak udaje się. Wiem, że on istnieje niezależnie ode mnie, że istnieje obiektywnie, wiem, że to nie są ani moje sny, ani mgliste rojenia, ani natrętne obsesje, ani nastawiona na mnie, na nas pułapka.
Mam wrażenie, że moja drogą choć kręta i wyboista to czasem daje się do zniesienia. I z nadzieją patrzę w przyszłość.
Samotność. >> poniedziałek, 9 sierpnia 2010 12:40:22
Nad morzem szedł człowiek z Bogiem. Na niebie nad nimi widzieli obrazy z życia, które dawno były, przeszły. Na piachu nadmorskim były ślady dwóch par stóp. Wtem nagle człowiek spojrzał - jest brak jednego śladu. To wtedy, gdy niszczyłem, miast tworzyć, miast miłować. Tak ciężki wielce czas. Panie, czemu kazałeś samemu mi wędrować?
Spojrzenie wstecz. >> poniedziałek, 2 sierpnia 2010 23:52:04
Zrobiłam sobie małą retrospekcję.
Zaczęłam się zastanawiać czy ze wszystkich tych szczytnych ideałów, którymi żyłam przez tyle lat, udało mi się zrealizować choć jeden. Czy choć jeden okazał się na tyle trwały by przetrwać niepogodę i różne zakręty w moim życiu.
Wszyscy rodzimy się z całą paletą barwnych marzeń, które wydają się tak wspaniale i proste, tak na wyciągnięcie ręki. Z początku wszystko wydaje się tak intensywne, prawdziwe i magiczne, a z życia chce się czerpać pełnymi garściami. Przed nami tysiące fascynujących dróg, tyle błahych przeszkód, tyle intrygujących ludzi. Powietrze pachnie świeżością, a wszystkie problemy wydają się wyzwaniem, któremu chcemy wyjść na przeciw.
Tak jest z początku. Potem przychodzi COŚ. Jakieś fatum, przeznaczenie, punkt zwrotny, kiedy o wszystko to czym żyliśmy tyle lat musimy zacząć walczyć. Walczyć z czymś czego nie znamy i nie do końca rozumiemy, co ciągle zmienia postać, skrada się gdzieś w cieniu, robi mętlik w głowie. Zaczynamy się sami siebie pytać "Co tak naprawdę jest słuszne" "O co warto walczyć" Nagle spośród tysiąca dróg zostają 2-3 małe ścieżki gdzieś na uboczu. Wybór jakże skromny i skomplikowany! Stoimy na rozwidleniu, po jednej stronie mamy nasze pragnienia, po drugiej drogę ciemną i mroczną, która cały czas DOKĄDŚ prowadzi. Czemu tak jest, że zawsze wybieramy to co jest trudniejsze ? Że nie zadowalamy się czymś co jest wygodne i bezproblemowe tylko ciągle idziemy przed siebie, jakby za jakimś głosem, który nieustannie nas wzywa. Który za każdym razem każe nam z czegoś rezygnować, zostawiać gdzieś w tyle jako niepotrzebny bagaż ? Czemu tak bardzo boimy się chodzić bez żadnego koła ratunkowego ? Czemu zawsze musimy chodzić po ciemku bez jakiejkolwiek pochodni, a jedyne co mamy to wątpliwą intuicję, która czasami szepcze nam coś do ucha nie do końca zrozumiałego, tak bardzo innego od wszystkiego czego doświadczyliśmy w naszym dotychczasowym życiu. Czemu nigdy nie możemy zatrzymać się na dłużej, złapać oddechu, nacieszyć się jakąś chwilą w naszym życiu, jakimś doświadczeniem, przez więcej niż jedną chwilę ?
Chciałabym mieć taki dar patrzenia na wszystko z niewinną świeżością umysłu, który potrafi zostawić to co stare i z niezachwianą odwagą spojrzeć przed siebie i wyruszyć w nieznane...
Bardzo bym chciała.
*
Rzadko szczęście odczuwamy wtedy, kiedy jest naszym udziałem. Dopiero gdy przeminie, spoglądamy wstecz i nagle pojmujemy - niekiedy ze zdumieniem - jak bardzo byliśmy szczęśliwi.
Jest tylko jeden świat i jedno życie. >> sobota, 8 maja 2010 13:25:28
Mam wrażenie ,że ludzie przechodzą przez swoje życie jak we śnie. Że je przesypiają ,przesypiają tysiące dróg które się przed nimi otwierają.
Jest tylko jeden świat i on jest tym jedynym z możliwych
Wiem ,że przypadki nie istnieją. Głęboko wierzę w to ,że wszystko co robimy i co nas spotyka jest sprawdzianem. Jest od wieków zaplanowane i tylko czeka na naszą odpowiedz. Jesteś jedynym takim człowiekiem na ziemi ,masz jedyne takie życie i wszystko zależy od tego jak je wykorzystasz. Cały świat ,cala przeszłość i przyszłość zależy od tego czy uwierzysz w swoje przeznaczenie. Twoja droga jest jedną z tysięcy dróg ,które idą przez życie i łącza się w jednym wspólnym celu.
Wiem ,że jest coś ponad nami. Coś czego nie potrafimy dostrzec ,coś co mówi do nas cały czas ,ale nie potrafimy tego usłuchać. A od tego zależy wszystko i moje i Twoje życie. Od tego czy nie pozostaniemy obojętni ,czy nie stracimy wiary w sens wszystkiego co nas spotyka. Bo wszystko pozostaje ze sobą w symbiozie. Nie ma tylko Ciebie ,ani tylko mnie jesteśmy wszyscy razem ,ale rozproszeni po świecie i ciągle rozdarci pomiędzy tysiącem różnych wyborów. I to stwarza chaos bez końca i początku. Ciągle wybory ,które źle dokonane niszczą wszystko co udało nam się wspólnie zbudować. Żyjemy w wiecznej iluzji ,która otwiera przed nami tysiące dróg i zaciera tą jedną jedyną. Myślimy ,że żyjemy sami na świecie ,a to przez własną ślepotę nie potrafimy dostrzec wszystkiego co jest wokół nas. Nie widząc tego co wokół niszczymy samych siebie. Bo nikt nie żyje sam na tym świecie.
I to jest najbardziej smutne.
*
Boże! Daj mi pogodę ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagę, abym zmieniał to, co zmienić mogę; i mądrość, abym odróżniał jedne sprawy od drugich.
Wyobraźnia jest bogata, bujna i cudowna, a egzystencja uboga, sucha i pełna rozczarowań. Człowiek zamieszkuje świat pusty, mając serce wypełnione i - niczego nie zaznawszy - jest do wszystkiego zniechęcony.
Chciałbym żyć krótko jak efemeryda, ale tęgo, a tu wlecze się ta gówniarska kiełbasa bez końca, aż za szary, nudny, jałowcowo-nieśmiertelnikowy horyzont beznadziejnego jałowego dnia, gdzie czeka wszawa zatęchła śmierć.
>>S.I. Witkiewicz<<
O tym co mydli nam oczy przed tym co prawdziwe ,szczere i nieskazitelne.
Czasem odnoszę wrażenie ,że naprawdę widzę Niebo. Że są takie sytuacje w życiu ,które przybliżają nas do czegoś nie wyrażalnego ,czego nie potrafimy utrzymać ,bo jest zbyt kruche i nie potrafimy zrozumieć ,bo wykracza poza nasze codzienne doświadczenie. Czasem spada jak dar z nieba na ułamek sekundy tak ,że czujemy się całkowicie spełnieni i jednocześnie zupełni bezradni. Bo to jest większe od nas ,bo staje się nie naszym udziałem ,ale przychodzi gdzieś spoza.
Wiem ,że to są rzeczy ,o które trzeba walczyć bez względu na wszystko. Nie dlatego ,że tak chcę ,ale dlatego ,że to po prostu wiem. Cala masa irracjonalnych wydarzeń ,których nigdy nie potrafimy wyjaśnić i nigdy nie będziemy umieli. One po prostu są ,przychodzą do nas cicho ,skradają się jak na skrzydłach ,a potem odlatują zostawiając nas w zupełnym osłupieniu. Przybysze nie z tego świata. Posłańcy przynoszący nadzieję i wskazujący drogę. Zawsze przychodzą bez zapowiedzi i tylko wtedy kiedy jesteśmy gotowi je dostrzec. Czyste i niewinne jak piórko na wietrze ,zawieszone w świecie nieprzyjaznym i niesprzyjającym. Dziecko bawiące się na środku ruchliwej ulicy ,po której wciąż przejeżdżają samochody. Male dziecięce niebo w samych środku dorosłego piekła.
I wiem jak bardzo ważne jest by to światło w sobie utrzymać. Bez względu na przeciwności.
Bo wszystko to dostajemy zupełnie bezinteresownie.
*
Nie ma nic piękniejszego ,milszego i większego niż rzeczy tajemnicze. Najcudowniejsze uczucia to te ,które nami poruszają w sposób nie całkiem zrozumiały ;wstydliwość ,miłość czysta ,przyjaźń nacechowana cnotą są pełne sekretów. Można by powiedzieć ,że serca ,co się kochają ,rozumieją się w pól słowa i są jakby ku sobie pochylone. Niewinności z kolei ,która jest tylko świętą nieświadomością ,czy nie jest jedną z najbardziej niewysłowionych tajemnic ? Dzieciństwo jest tylko dlatego tak szczęśliwe ,że nic nie wie ,a starość dlatego tak żałosna ,że wie wszystko.
Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają.
William Shakespeare
Wszystko jest zbyt płynne ,zmienne ,wieloznaczne. Cały świat wydaje się być babką z piasku ulepioną na potrzebę chwili ,a może kto wie lepioną i wyrabianą codziennie od nowa na potrzeby własne. Nic racjonalnie rzecz biorąc się kupy nie trzyma ,a ja cały czas próbuję zagarnąć rękami powietrze ,nazwać i ocenić. Po co ? Sama nie wiem. Może po to ,żeby mieć kontrolę. Może chcę mieć władzę nad każdą irracjonalną rzeczą jaka mnie spotyka po to by móc ją potem wskrzesić ot tak ,na zawołanie. Zabijam każde moje marzenie ,nieustannie je analizując i wymierzając ,tylko po to ,żeby wiedzieć co mnie spotka jutro ,co powinnam zrobić dziś i co mogłam zrobić kiedyś. Nie mówię do rzeczy po imieniu ,ale sama wymyślam nazwy i abstrakcyjne idee ,nie mające nic ,a nic wspólnego z tym co widzę i tym co czuję. Mam ochotę zachowywać się jak dziecko ,płakać i śmiać się z byle powodu i coraz częściej do mnie dociera ,że na tym właśnie polega życie. Czuje się jak nieznajomy we własnym mieszkaniu ,jak przybysz we własnym prywatnym świecie ,który zapomniał skąd pochodzi i kim byli jego rodzice. Mogę chyba nazwać to tylko jednym słowem. Wynaturzenie.
Mam wrażenie ,że jakieś dwa równolegle światy istnieją obok siebie ,a ja ciągle chodzę gdzieś na granicy między nimi ,porównując jeden do drugiego i ciągle nie mogąc znaleźć odpowiedzi na pytanie "Czemu one są tak różne?".